Spotkanie przy okazji biegu w Żyrzynie- relacja JARU

Postanowiliśmy w domu, że na ten bieg wybierzemy się rodzinnie i spędzimy miło razem czas. W związku z tym iż organizowane były także biegi dla najmłodszych zapisał się także Mikołaj ( mój mały biegacz). Mama ( małżonka) miała być w roli kibica. Miała być lecz niestety musiałem pojechać sam ( pochorowało mi się towarzystwo). Pobudka punkt 5:00 szybkie śniadanie, mała kawa i w drogę, która dłużyła się trochę, bo do Puław nie było się do kogo odezwać. Pogoda psuła się z kilometra na kilometr, ale jadę dalej bo taki był cel.

W tym jakże optymistycznym nastroju jechałem do Żyrzyna na bieg i spotkanie z ludźmi, z którymi można konie kraść 💪. W Puławach wstąpiłem po Rudziutką i od tej pory choć do celu był to już ” rzut beretem” zrobiło się w aucie weselej. Na miejsce dojeżdżamy 8:30, strzelamy krótkiego rentgena po terenie co i jak a następnie spotykamy znajomych. Start zaplanowano na 9:30. Pogoda nie była najlepsza tego dnia ale uważam, że impreza się udała. Dodam, że biegłem bez żadnego przygotowania po wcześniejszej kontuzji pleców i wynik 35:57 na te 6km nie jest może żadnym wyczynem, ale jest moim małym sukcesem. 170km w jedna stronę moje plecy to odczuły, ale warto było spotkać przyjaciół i zawrzeć nowe znajomości. Dziękuję żonie za wsparcie ( to ona mnie o 5 wypchnęła z łóżka 😍). Po ogłoszeniu wyników całą grupą zostaliśmy zaproszeni na grilla i poczęstunek ( Tu wielki ukłon w kierunku Naszej Komarzycy oraz Komara – Dzięki serdeczne). Do domu wróciłem około 17, gdzie czekał na mnie buziak i budyń ( ohh yeah) 😍.

Leave a Reply