6. PKO Nocny Wrocław Półmaraton

Nadeszła pora, abym opisała swoje przeżycia z biegu na drugim końcu naszego kraju. 16 czerwca wraz Jolą Żebrowską wybrałyśmy się na 6. PKO Nocny Wrocław Półmaraton. Na miejsce dotarłyśmy około godziny 17.30, dzięki temu udało Nam się zaparkować dość blisko miejsca startu oraz biura zawodów. Po odebraniu pakietów poszłyśmy na małą wycieczkę. Zobaczyłyśmy m.in. słynne wrocławskie fontanny, które faktycznie są spektakularne. Powrót z wycieczki, który planowałyśmy na godzinę 21, aby móc na spokojnie się przebrać, niestety nie udał się, gdyż zgubiłyśmy się miedzy kamienicami. Do startu zostało Nam jakieś pół godziny, a my dopiero się ogarniałyśmy, więc adrenalinę same sobie poniosłyśmy. Ale spokojnie, wyrobiłyśmy się na czas i po dotarciu do swoich stref czasowych wystarczyło tylko cierpliwie czekać na rozpoczęcie kolejnego zmagania. Pierwsza grupa wystartowała o godzinie 22 przy asyście pięknego pokazu fajerwerek. Natomiast moja strefa (ostatnia – najliczniejsza) miała swój start jakieś 25 minut później.
Oczywiście byłoby grzechem (pozdrowienia dla ateistów :P) nie wspomnieć o moim spotkaniu z dwiema koleżankami, które poznałam na półmaratonie w Białymstoku. Cudownie było Was znowu zobaczyć. :* Dziewczyny kończyły we Wrocławiu Koronę Półmaratonów Polskich, czego z całego serca im gratuluję. Asia i Iwonka pozdrawiam Was z całego serca. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz będzie okazja do spotkania. Bieganie łączy ludzi jak nic.
Wróćmy jednak do samego startu. Plan na bieg był prosty ze względu na moją kontuzje kolan – utrzymać tempo 6:30, aby nie przeholować. Dziękuję za słowa otuchy i wsparcia, które otrzymywałam w formie smsów oraz na messengerze tuz przed samym startem. Czułam to wsparcie do końca. Dziękuję za to. Do 8 km było idealnie, wszystko przebiegało zgodnie z planem. Muzyka rozbrzmiewała w moich różowych słuchawkach i dodawała mi skrzydeł. A teraz uwaga, złota myśl Małej Mi – „Pamiętajcie! Jak biegając i słuchacie muzyki to zgrywajcie nuty, które kojarzą lub przypominają Wam same cudowne chwile bądź osobę. Naprawdę polecam – DZIAŁA!”.
Po 8 km zaczął się problem z kolanem, ale pomyślałam „albo ono albo ja” i ta walka trwała do okolic 12 kilometra. Potem nastąpił przełom, jakby ktoś telepatycznie powiedział „Mała, Kruszyno leć ile sił” i tak się stało. Biegło mi się naprawdę dobrze, bez bólu, bez zmartwień, byłam tylko ja i Wrocław. Ale cóż, za pięknie też nie mogło być i te chwile rozkoszy trwały tylko 5 km. Wtedy kolano wygrało. Do mety zostało jakieś 5 km, a ja się zastanawiałam co dalej. Uwierzcie to było najdłuższe i najtrudniejsze 5 km odkąd biegam. Mimo wszystko, gdy dotarłam do mety, to uśmiech z mojej twarzy nie schodził, choć najchętniej płakałabym jak mops ze wzruszenia – „ Mała udało Ci się mimo bólu”. Ciekawe czy to normalne, że człowiek sam ze sobą gada, hmm…
Moje 21.0975 km trwało 2 godziny 39 minut. Myślę, że dla niektórych czas nie jest powalający, ale ja jestem z siebie dumna. Jeszcze rok temu nie pomyślałabym o przebiegnięciu takiego dystansu, a co najwyżej przejechaniu go rowerem. Na mecie czekał na mnie krasnal na wstążce. Zapewne mój brat (Młody pozdro) powiedziałby „Krasnal czekał na krasnala…”. Brat też cię kocham, haha.
Ogólne wrażenia z biegu – hmmm…. Jakiś czas temu ktoś mi powiedział, że gdy nie jesteśmy czegoś pewni jak ocenić, to najlepiej znaleźć tego plusy i minusy – wtedy wszystko będzie jasne.
To może zacznę od minusów:
• Biegnąc nie sposób było nie odczuć smrodu z kratek przy drodze. Pierwszy raz była we Wrocławiu, szkoda, że tak będzie mi się kojarzył. Jednak wolałam wizje Wrocławia z „Pierwszej miłości”.
• Część trasy przebiegała przez tory tramwajowe. Wiem, wiem, tam jeżdżą tramwaje.
• Ostatnie metry do mety było po nieutwardzonej nawierzchni.
• Trasa była wydłużona o jakieś 300 m według mojego zegarka, a wiemy jak to z nimi jest.
• Po biegu nie wiedziałam gdzie udać się po posiłek regeneracyjny, zresztą nie tylko ja.
Teraz pora na plusy:
• Przede wszystkim spotkałam dziewczyny.
• Pobiegłam szybciej niż w Białymstoku.
• Widoki nieziemskie. Naprawdę Wrocław jest piękny nocą.
• Atmosfera i adrenalina nie zawiodła.
Czy wrócę do Wrocławia? Turystycznie na pewno tak, biegowo myślę, że też tak, ale na pewno bez kontuzji. Aj, zapomniałabym. Muszę pozdrowić Panią, która krzyczała „Mała gonię Cię”. Chciałabym mieć taką kondycje za te parędziesiąt lat.
Korzystając z okazji, że mam chwilę głosu (haha), chciałabym dodać jedną myśl, która mi się właśnie nasunęła. Uznajmy to za kolejną złota myśl Małej Mi. „Nie ważne jakie barwy, nie ważne gdzie, ważne, że razem, wspólnie, wśród osób, które są dla Nas ważne. Coś wielkiego można stworzyć w każdej chwili i każdych okolicznościach, trzeba tylko tego chcieć z całego serca”. Złotą myśl dedykuje tym, dla których kolor koszulki jest ważniejszy niż przyjaźń i szacunek dla innych. I pozdrawiam ironicznie tych co we mnie nie wierzyli. Nie trzeba być kimś i udawać, należy zawsze być sobą i robić coś z sercem i oddaniem, a nie dla bycia w centrum zainteresowania. Tak , tak, Mała Mi jest wredna, no cóż taka jej natura.
A już jak piszę od serca to chcę podziękować całemu team’owi Potrenujemy? Dziękuję, że mnie wspieracie w każdej sytuacji, a wiemy, że nie jest łatwo… Natomiast mojemu Aniołowi Stróżowi dziękuję, że jest zawsze przy mnie, w najtrudniejszych chwilach. Jesteś gość, a lekko nie masz z Małą. Szacuneczek hihi.
Jak zwykle się rozpisałam, dlatego już kończę. Do zobaczenia na startach i nie tylko.
#Potrenujemy? dlaczego nie! 😛

Leave a Reply